CZYLI PRÓBA GOLENIA BRODY

 

 

W maratonach startuję od 29 lat. Wprawdzie miałem małą przerwę przypadającą na lata 1984-2010, ale cóż z tego reguły matematyki są nieubłagane:  2012 minus 1983 równa się 29. W ciągu tych lat stanąłem na starcie „aż” trzech maratonów czyli biegów na dystansie 42km195m.

Pierwszy mój start miał miejsce 25 września 1983r w Warszawie w Maratonie Pokoju (obecnie Warszawski). Treningi jakie przed nim przeprowadziłem liczyły łącznie 90km. Było to więc swoiste porywanie się z motyką na Słońce. Tyle, że słońca w tym dniu nie było. Wprost przeciwnie, było zimno (ok. 5oC), deszczowo i w dodatku wiał silny wiatr. Dobiegłem jakoś do 30km, a potem sobie raz to biegłem, raz to maszerowałem. Z dwóch ostatnich kilometrów najbardziej zapamiętałem przydrożne latarnie, bo końcowy odcinek podzieliłem sobie na odcinki: od latarni do latarni – czyli bieg i marsz na zmianę. Pamiętam także, że wspomniana pogoda mocno dała się we znaki moim „zawiasom” – wszystkie zardzewiały.

Po raz drugi na starcie maratonu stanąłem 17 kwietnia ubiegłego roku  w Krakowie. Ty razem miałem już przebiegnięte aż 160km. I biegło mi się naprawdę dobrze. Tyle tylko, że gdzieś na 18km odezwał się Achilles i szepnął mi do ucha „Facet, na dzisiaj masz dość. Dalej nie pobiegniesz”. Próbowałem mu udowodnić, że się myli i doczłapałem jakoś do półmetka. Tam niestety musiałem mu przyznać rację. Na mecie byłem jakieś trzy godziny po starcie. Wynik można by rzec wspaniały. Tyle tylko, że dotarłem na nią tramwajem.

I wreszcie trzeci i jak na razie ostatni start w maratonie czyli Maraton Wrocławski, który odbył się 11 września ubiegłego roku. I znów nie udało się przebiec całego dystansu. Pewnie przygotowanie było jeszcze nie takie jak trzeba, ale swoje zrobiła także pogoda. W przeciwieństwie do Warszawy, we Wrocławiu było gorąco. Za gorąco. Po prostu dla maratończyka-amatora istne piekło. Tym razem udało mi się dobiec do 22km, gdzie świadomie zmieniłem bieg na marszobieg. I była to chyba decyzja słuszna, bo udało mi się tą „drogę przez mękę” zaliczyć. A wierzcie mi, było paru delikwentów, którzy wyglądali gorzej ode mnie. W tych warunkach osiągnięty czas (4:08:51) muszę uznać za sukces.

W najbliższą niedzielę czyli 22 kwietnia staję po raz drugi na starcie maratonu krakowskiego. Cel główny to w końcu przebiec od „S” do „M”, najlepiej w czasie poniżej 4 godzin. No a co z tą tytularną próbą golenia brody? Mój rekord życiowy w maratonie wynosi jak na razie 3:54:26 i pochodzi z roku 1983 czyli ze wspomnianego wyżej maratonu warszawskiego. O takich „wiekowych” rekordach potocznie mówi się, że to „rekordy z brodą”. Czas najwyższy aby mu tę brodę zgolić. Czy to nastąpi już w niedzielę w Krakowie? Czas (na mecie) pokaże.

Dotychczasowe tegoroczne starty napawają optymizmem. Nie licząc treningowo traktowanego cyklu „Z Biegiem Zimy” (dziesięć biegów na 10km) zaliczyłem kolejno: Półmaraton Marzanny w Krakowie, Półmaraton Żywiecki, Silesia EcoRun (15km) i Półmaraton Dąbrowski. Wszystkie te biegi zakończyłem z rekordami życiowymi. Jednak maraton to maraton, ma swoją specyfikę, np. jest dwa razy dłuższy od półmaratonu. Muszę jednak przyznać, że takiego początku sezonu w swojej „karierze” biegacza-amatora jeszcze nie miałem. I nic to, że to w zasadzie mój drugi sezon startowy. Czego to człowiek nie zrobi żeby się dowartościować.

Żeby golenie się powiodło to na poszczególnych punktach kontrolnych powinienem osiągać następujące międzyczasy:

5km  –    27:44                           27km  –  2:29:44

10km  –    55:27                           32km  –  2:57:28

15km  – 1:23:21                            37km  –  3:25:11

21km  – 1:56:28                            40km  –  3:41:50

 

Oto trasa XI Cracovia Maraton

 

 

I jej profil

 

 

Na zkończenie link do strony, na której w niedzielę 22 kwietnia wirtualnie będzie można śledzić moje zmagania na trasie krakowskiego maratonu:

 

http://www.online.datasport.pl/results563/index.php

 

Mój numer startowy to  183

 

OBY NA MECIE BYŁO TAK….

 

 

…. A NIE TAK

 

 

I to by było na tyle.

 

Autor: Andrzej Toman

About The Author

"Sukces nigdy nie jest ostateczny, porażka nigdy totalna. Liczy się tylko odwaga"- W. Churchill

4 Comments

  1. Adoro ler através de seu blog, obrigado por compartilhar conosco.
    ___________________________________________
    http://www.casaemail.com.br

  2. Você é muito consistente em suas palavras, e isso faz com que seu site muito confiável.
    ___________________________________________
    http://www.divulgaemail.com

  3. O post é bastante interessante. Eu realmente nunca pensei que eu poderia ter uma boa leitura por este tempo até que eu descobri este site. Sou grato pelas informações prestadas. Sua escrita também é muito excelente. Obrigado pela mensagem agradável. Das toneladas de comentários em seus artigos, acho que não sou o único a ter todo o prazer aqui! Continuem o bom trabalho. Manter blogs.
    ___________________________________________
    http://www.maladiretasegmentada.com.br

Leave a Reply

Close